Oscary 2016, czyli prognozy przed Galą

No może troszkę więcej niż kilka. Rok temu wspominałem, że Oscary przestały być poważane przez nasze kręgi. Owszem. W tym roku sytuacja się niespecjalnie zmieniła, a poprzez niektórych twórców, popadła w kretyńską śmieszność, na długo przed rozwinięciem czerwonych dywanów. Mówię oczywiście o rasistowskich domniemaniach wysnutych przez Spike’a Lee.
Ale też podobnie jak w zeszłym roku – uważam, że filmy, które są nominowane do rzeczonego Oscara są dziełami przynajmniej powyżej średniej. Choć wiadomo, zawsze się znajdzie jakiś cholerny wyjątek. Z drugiej strony, bez tego kino nie byłoby tym, czym jest. Faktycznie, Oscary nie porywają mnie już dziś tak, jak kiedyś, gdy to czekałem z wypiekami na twarzy na każdą Galę. Bardziej mnie pociągają nagrody Brytyjskiej Akademii, czy francuskie Cezary, a w ciągu tych 12 miesięcy moje oczy zwróciły się w stronę amerykańskiego festiwalu Sundance, który w moich oczach wyrasta na coraz bardziej pożądany festiwal. Ale wróć – to nie o innych festiwalach filmowych.
Oscary.I tutaj podobnie jak w zeszłym roku – nie wszystkie kategorie uwzględniam, bo… nie. I pamiętajcie, wszystkie typy, wyjaśnienia i inne takie są tylko i wyłącznie moim wyborem i moim punktem widzenia. Mamy prawo się nie zgadzać.

Czytaj dalej

Oscary 2015, czyli prognozy przed Galą

Namawiano, namawiano, zachęcano i zachęcano, toteż przyszła kolej na moje prognozowanie.
Jak wiadomo, w ostatnich czasach Oscary przestały się cieszyć wśród wielu z nas blogerów, recenzentów i kinomanów poważaniem. Dlaczemu? A bo pieniądze, bo poprawność, bo tamto, siamto, sramto i kto wie co jeszcze, a dla mnie… Cóż, dla mnie to przede wszystkim znakomite show, umiejętnie poprowadzone i mimo wszystko, filmy doceniane przez Gildię są raczej filmami powyżej średniej i zasługujące w ten, czy tez inny sposób na wyróżnienie. Choć faktycznie przyznam, że coraz częściej się zgodzić z niektórymi wyborami (m.in. zeszłoroczny tryumf ”12 Years a Slave” jest dla mnie co najmniej dyskusyjny, tudzież morze nagród dla ”Grawitacji”, choć bardzo ten film lubię). Osobiście wolę Cezary i BAFTA, trochę mniej Złote Globy (dopadła je także Oscarowa moda na upolitycznianie), choć i tak najbardziej cenię sobie chyba festiwal w Cannes i jego palmy. Ale jednak wracając do tematu przewodniego – Oscary. Mimo wszystkich wad, gadania i narzekania to wciąż najważniejsza filmowa nagroda na świecie i tak też będę uważał, nie jest ważne co się woli, prestiżem póki co żadne inne wyróżnienie Oscarom nie dorównuje nawet. Takie jest moje zdanie i nie sądzę by potrzebna była chamska polemika na temat tego, czy mam rację, czy nie. W moim wysokim mniemaniu ją mam, toteż na tym warto zakończyć.
Poniżej znajdziecie garść moich Oscarowych przewidywań, aczkolwiek, co po pierwsze, są one wszystkie pisane z całkowicie prywatnego punktu widzenia – mojego, a po drugie – omijam część kategorii, które mnie tak szczerze kompletnie nie interesują.

Czytaj dalej