Oscary 2015, czyli prognozy przed Galą

Namawiano, namawiano, zachęcano i zachęcano, toteż przyszła kolej na moje prognozowanie.
Jak wiadomo, w ostatnich czasach Oscary przestały się cieszyć wśród wielu z nas blogerów, recenzentów i kinomanów poważaniem. Dlaczemu? A bo pieniądze, bo poprawność, bo tamto, siamto, sramto i kto wie co jeszcze, a dla mnie… Cóż, dla mnie to przede wszystkim znakomite show, umiejętnie poprowadzone i mimo wszystko, filmy doceniane przez Gildię są raczej filmami powyżej średniej i zasługujące w ten, czy tez inny sposób na wyróżnienie. Choć faktycznie przyznam, że coraz częściej się zgodzić z niektórymi wyborami (m.in. zeszłoroczny tryumf ”12 Years a Slave” jest dla mnie co najmniej dyskusyjny, tudzież morze nagród dla ”Grawitacji”, choć bardzo ten film lubię). Osobiście wolę Cezary i BAFTA, trochę mniej Złote Globy (dopadła je także Oscarowa moda na upolitycznianie), choć i tak najbardziej cenię sobie chyba festiwal w Cannes i jego palmy. Ale jednak wracając do tematu przewodniego – Oscary. Mimo wszystkich wad, gadania i narzekania to wciąż najważniejsza filmowa nagroda na świecie i tak też będę uważał, nie jest ważne co się woli, prestiżem póki co żadne inne wyróżnienie Oscarom nie dorównuje nawet. Takie jest moje zdanie i nie sądzę by potrzebna była chamska polemika na temat tego, czy mam rację, czy nie. W moim wysokim mniemaniu ją mam, toteż na tym warto zakończyć.
Poniżej znajdziecie garść moich Oscarowych przewidywań, aczkolwiek, co po pierwsze, są one wszystkie pisane z całkowicie prywatnego punktu widzenia – mojego, a po drugie – omijam część kategorii, które mnie tak szczerze kompletnie nie interesują.

Czytaj dalej

O mnie i moich planach

Witam przeserdecznie. Nazywam się Stanisław Gerle, rocznik mój komuny już nie pamięta (na szczęście).  Jestem fanem kina, muzyki, książek, seriali i animacji od niepamiętnych czasów. Od dziecka kochałem pisać. Jak dziś pamiętam, jak napisałem kontynuację filmu Van Helsing w zeszycie, zapełniłem bite 90 kartek tekstem. Była to jeszcze podstawówka.  Pierwszym filmem, który zrobił na mnie przeogromne wrażenie i ukierunkował moje gusta to była japońska produkcja Ghost in the Shell z 1995 roku. Od momentu zobaczenia tej produkcji (z której wtedy, prawdę mówiąc, gówno zrozumiałem) jestem fanem kina psychologicznego i filozoficznego w gęstym, cyberpunkowym klimacie. Kolejnym ważnym tytułem w mojej filmografii to niemiecki Nekromantik, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Nie jest to może kino wybitne, zaawansowane, czy z głębokim przesłaniem, lecz jest to wzorowy przedstawiciel kina gore. Nie jest on może tak wulgarny, czy brutalny jak choćby Cannibal Holocaust, jednakże jest znacznie bardziej znośny. Kino gore miało (niestety?) bardzo duży wpływ na mnie i mój gust filmowy. Tak więc, nie obce mi kino obrzydzenia, nie wstydzę się bycia fanem takiego kina. Czytaj dalej

Witajcie!

Witam was serdecznie, to nowy blog filmowy (wiem, tak ich wiele), lecz ten powstał dzięki Dominikowi, którego kojarzyć można jako głównodowodzącego bloga „Filmy, które ryją banię zbyt mocno„. Zwą mnie Stanisławem i lubuję się w kinie wszelakim. Jestem fanem japońskiej animacji, kina, kocham kino europejskie, kino wymagające, choć nie pogardzę dobrym odmóżdżaczem. Osobnym gatunkiem, który darzę wielką miłością, to kino gore, o którym będę się obficie wypowiadał tutaj. Będę tutaj prezentował swoje recenzje i obserwacje na temat kina, filmów, seriali i wielu, wielu innych rzeczy. Jak sam podtytuł bloga mówi, będzie tutaj miejsce nie tylko dla kina i seriali, lecz także muzykę, soundtracki i inne.

Mam lat „-dzieścia”, piszę recenzję do ‚pseudoportalu’ filmweb, znaleźć mnie możecie pod preudonimem „Animefun666„, tak to jest, gdy zakłada się konto z idiotyczną nazwą, później trzeba się za siebie wstydzić. Ale co mi tam, serdecznie was zapraszam! Postaram się was nie zawieść i pomagać w doborze filmu, gdy się już pomysłu nie ma totalnie.