Oscary 2016, czyli prognozy przed Galą

No może troszkę więcej niż kilka. Rok temu wspominałem, że Oscary przestały być poważane przez nasze kręgi. Owszem. W tym roku sytuacja się niespecjalnie zmieniła, a poprzez niektórych twórców, popadła w kretyńską śmieszność, na długo przed rozwinięciem czerwonych dywanów. Mówię oczywiście o rasistowskich domniemaniach wysnutych przez Spike’a Lee.
Ale też podobnie jak w zeszłym roku – uważam, że filmy, które są nominowane do rzeczonego Oscara są dziełami przynajmniej powyżej średniej. Choć wiadomo, zawsze się znajdzie jakiś cholerny wyjątek. Z drugiej strony, bez tego kino nie byłoby tym, czym jest. Faktycznie, Oscary nie porywają mnie już dziś tak, jak kiedyś, gdy to czekałem z wypiekami na twarzy na każdą Galę. Bardziej mnie pociągają nagrody Brytyjskiej Akademii, czy francuskie Cezary, a w ciągu tych 12 miesięcy moje oczy zwróciły się w stronę amerykańskiego festiwalu Sundance, który w moich oczach wyrasta na coraz bardziej pożądany festiwal. Ale wróć – to nie o innych festiwalach filmowych.
Oscary.I tutaj podobnie jak w zeszłym roku – nie wszystkie kategorie uwzględniam, bo… nie. I pamiętajcie, wszystkie typy, wyjaśnienia i inne takie są tylko i wyłącznie moim wyborem i moim punktem widzenia. Mamy prawo się nie zgadzać.

Czytaj dalej

Rozpierducha w rytmie spalin, czyli „Mad Max: Na drodze gniewu”

Po premierze nie chciałem pisać o tym filmie ze względu na potężną ilość tekstów. Siedziałem w kinie jak wryty. Wszedłem jako dorosły facet, ale wyszedłem jako 13-14 letni dzieciak, który chce jak najszybciej rozładować natężenie emocji poprzez dziki rozpierdziel. Gdziekolwiek, jakkolwiek. Tak drodzy państwo, najnowszy Mad Max to druga niczym niezobowiązująca rozpierducha w tym roku jaką miałem ogromną przyjemność oglądać. I doprawdy – ciężko mi zdecydować, która lepsza. Faktem jest jedno, oba filmy były genialne i obu poświęcę oddzielny tekst. Ale zacznijmy od tego drugiego. W końcu w każdym drzemie dziecko, nieprawdaż? Nawet jeśli się odzywa podczas oglądania supeprodukcji dla dorosłych. Ale co tu ukrywać – to w końcu Szalony Max!

Czytaj dalej