Czy leci z nami pilot? – czyli „Obcy: Przymierze”

Ileż było oczekiwania na ten film, ileż radości i nadziei. Ridley Scott powrócił na stołku reżysera, klimatyczne zdjęcia, zdawkowe informacje, rozmach i przede wszystkim sam on – Obcy. Wiele obietnic zostało złożonych, wiele nadziei rozbudzonych, wyszło jednak troszkę inaczej niż by wynikało z szumnych zapowiedzi. A szkoda. Obcy powrócił, ale chwały w tm powrocie niestety jest brak. Choć mogło być gorzej.
Czytaj dalej

Baba Jaga, czyli o Don’t Knock Twice słów kilka

Film, który wchodzi bez większego rozgłosu do kin. Do tego horror, czyli gatunek filmowy, który przeżywa swoisty renesans. Z horrorami mam tak, że w zasadzie nie da się mnie przestraszyć, ale i tak je uwielbiam,. Czasem może nawet za bardzo. Dobre, czy złe, zawsze coś znajdę dla siebie. Kocham dziwne kino, kocham dobre kino, ale kocham także bardzo złe kino. Bo kino jest lekiem na wszystko. Na wszelkie choroby i smutki. I to niezależnie czy w reżyserii Akiry Kurosawy czy Eda Wooda.

Czytaj dalej

Batman: Killing Joke

To film, na który czekałem od dłuższego już czasu z wypiekami na twarzy. Tak – jestem fanbojem DC, a szczególnie tego, co na przełomie lat 80 i 90 wydarzyło się na łamach komiksów o Batmanie (i nie tylko). Dzień w którym usłyszałem, że jeden z moich ukochanych zeszytów zostanie zekranizowany, był dniem radości, ale też obawy. Ekranizacje poszczególnych komiksów cieszą się u mnie mniejszym (Son of Batman) lub większym (Dark Knight Returns) uznaniem, lecz zazwyczaj nie mam ochoty wyrywać sobie włosów z głowy ze względu na poziom. A już na pewno nie w takim stopniu jak przy oglądaniu feralnych Batmanów w reżyserii Joela Schumahera.
Jak wyszedł ten film? Zapraszam do dalszego czytania.
Czytaj dalej

Oscary 2016, czyli prognozy przed Galą

No może troszkę więcej niż kilka. Rok temu wspominałem, że Oscary przestały być poważane przez nasze kręgi. Owszem. W tym roku sytuacja się niespecjalnie zmieniła, a poprzez niektórych twórców, popadła w kretyńską śmieszność, na długo przed rozwinięciem czerwonych dywanów. Mówię oczywiście o rasistowskich domniemaniach wysnutych przez Spike’a Lee.
Ale też podobnie jak w zeszłym roku – uważam, że filmy, które są nominowane do rzeczonego Oscara są dziełami przynajmniej powyżej średniej. Choć wiadomo, zawsze się znajdzie jakiś cholerny wyjątek. Z drugiej strony, bez tego kino nie byłoby tym, czym jest. Faktycznie, Oscary nie porywają mnie już dziś tak, jak kiedyś, gdy to czekałem z wypiekami na twarzy na każdą Galę. Bardziej mnie pociągają nagrody Brytyjskiej Akademii, czy francuskie Cezary, a w ciągu tych 12 miesięcy moje oczy zwróciły się w stronę amerykańskiego festiwalu Sundance, który w moich oczach wyrasta na coraz bardziej pożądany festiwal. Ale wróć – to nie o innych festiwalach filmowych.
Oscary.I tutaj podobnie jak w zeszłym roku – nie wszystkie kategorie uwzględniam, bo… nie. I pamiętajcie, wszystkie typy, wyjaśnienia i inne takie są tylko i wyłącznie moim wyborem i moim punktem widzenia. Mamy prawo się nie zgadzać.

Czytaj dalej

TOP 10, część IV – komedia (część I)

Po długiej przerwie wracam z listą TOP. Tym razem ruszam gatunek, którego szczerze nienawidzę i… mimo to w jednym TOP10 się nie zmieściłem. Dziwne, jak ciężko jest wybrać 10 tytułów, które postawi się ponad inne. Nawet w gatunku, którego szczerze nie cierpię. Z dwojga złego wybrałem najprostsze wyjście i ta lista nie będzie zawierać filmów starszych niż 40 letnie. Wybór nie był łatwy. Szczególnie, gdy dociera do Ciebie, że tyle dobrych komedii widziałeś. Każdy lubi się jednak śmiać. Nieprawdaż? Dodam jedynie, że parodii tutaj nie znajdziecie. Parodie to oddzielny typ kina, który też kiedyś przemielę na TOP 10. Jak zwykle nie ma tutaj podziałki od najlepszego do najgorszego. Jest po prostu wszystko.

Czytaj dalej

„There will be blood”, czyli pierwszy odcinek drugiego sezonu „True Detective”

Oto jest. Pierwszy wpis z Anglii. Niestety sprzet nie posiada polskich znakow za co z gory przepraszam. Ale nie powinno to sprawic wiekszych problemow.
Konkurs na fanpejdzu trwa w najlepsze, prace naplywaja, co mnie bardzo cieszy. Odzew poki co dosc skromny, ale sadze, ze chetnych bedzie wiecej w ciagu tygodnia.
Podczas, gdy czesc z was pisze juz, badz napisala, ja napisze swoje przemyslenia na temat premierowego odcinka. Poza konkursem oczywiscie. :D
Oczywiscie ostrzegam o spojlerowym stezeniu.

Czytaj dalej

Oscary 2015, czyli prognozy przed Galą

Namawiano, namawiano, zachęcano i zachęcano, toteż przyszła kolej na moje prognozowanie.
Jak wiadomo, w ostatnich czasach Oscary przestały się cieszyć wśród wielu z nas blogerów, recenzentów i kinomanów poważaniem. Dlaczemu? A bo pieniądze, bo poprawność, bo tamto, siamto, sramto i kto wie co jeszcze, a dla mnie… Cóż, dla mnie to przede wszystkim znakomite show, umiejętnie poprowadzone i mimo wszystko, filmy doceniane przez Gildię są raczej filmami powyżej średniej i zasługujące w ten, czy tez inny sposób na wyróżnienie. Choć faktycznie przyznam, że coraz częściej się zgodzić z niektórymi wyborami (m.in. zeszłoroczny tryumf ”12 Years a Slave” jest dla mnie co najmniej dyskusyjny, tudzież morze nagród dla ”Grawitacji”, choć bardzo ten film lubię). Osobiście wolę Cezary i BAFTA, trochę mniej Złote Globy (dopadła je także Oscarowa moda na upolitycznianie), choć i tak najbardziej cenię sobie chyba festiwal w Cannes i jego palmy. Ale jednak wracając do tematu przewodniego – Oscary. Mimo wszystkich wad, gadania i narzekania to wciąż najważniejsza filmowa nagroda na świecie i tak też będę uważał, nie jest ważne co się woli, prestiżem póki co żadne inne wyróżnienie Oscarom nie dorównuje nawet. Takie jest moje zdanie i nie sądzę by potrzebna była chamska polemika na temat tego, czy mam rację, czy nie. W moim wysokim mniemaniu ją mam, toteż na tym warto zakończyć.
Poniżej znajdziecie garść moich Oscarowych przewidywań, aczkolwiek, co po pierwsze, są one wszystkie pisane z całkowicie prywatnego punktu widzenia – mojego, a po drugie – omijam część kategorii, które mnie tak szczerze kompletnie nie interesują.

Czytaj dalej

Muzyczne TOP 2014 wg. silver-screen

Rok 2014 obfitował w niezliczone niespodzianki, tak filmowe (o których niedługo napiszę), jak i muzyczne. Nie obyło się niestety bez srogich (nawet bardzo!) zawodów, jednakże większość niesmaku wynagradzały mi znakomite wydawnictwa, które niejednokrotnie były naprawdę niespodziewane. Tak więc poniżej znajdziecie przedstawicieli metalu ekstremalnego, ale także jazzu, muzyki popowej, awangardowej, a nawet poważnej. W sumie każdy znajdzie coś dla siebie. Piszę to z przeznaczeniem na listę 30 wydawnictw, jednakoż jak znam życie nie zmieszczę się. Muszę ponadto zaznaczyć, że ta lista nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek chronologią, to zbiór najlepszych moim zdaniem wydawnictw w minionym już, 2014 roku. Zapraszam do czytania i komentowania, ale pamiętajcie: niekonstruktywnego hejtu nie będę tolerował. Tak więc po 3 dniach ostrego siedzenia i myślenia, po odrzuceniu wielu znakomitych albumów wybrałem te, które moim zdaniem zasługują na największe uznanie w minionym roku. Lista jest długa, ale porządnie i merytorycznie opisana, więc nawet jeśli jesteś laikiem, to bez problemu się odnajdziesz.
Czytaj dalej

Japońska kultura – czy to miłość bezwarunkowa?

Otóż dziś mnie wzięło za napisanie jednego z bodaj najważniejszych dla mnie artykułów traktujących o animacji japońskiej, artykułu, który ukrywał się w moim sercu bardzo głęboko i bardzo przez to dojrzał.
Bardzo chciało by się pisać w samych superlatywach, ale jednak nie. Tak się nie uda ze względu na kilka ważnych aspektów. A aspektem numer jeden będzie oczywiście niemożliwa japońska maniera kręcenia w ilościach przekraczających normy i bynajmniej nie idzie to wraz z jakością, paradoksalnie jednak, jakość leci w dół wraz ilością.
Całość nie ma na celu hejtowania gatunku, bowiem szczerze go kocham, ale niestety nie będzie tak miły, jakbym tego chciał. Zależy mi na luźnym obrocie spraw, bez obrażania, czy miętolenia, bowiem każdy z nas ma swoje gusta i guściki – tym razem jednak temat nie należy do ulubionych, a wybitnie często hejtowanych.
A zacznę od tego, co wszystkich najbardziej wkurza – fanów.
Czytaj dalej

Jennifer Lawrence, nagie fotki gwiazd, a upadek popkultury i obyczajów

Już na wstępie zaznaczyć pragnę, że nie mam zamiaru moralizować, czy wmawiać komuś swoich racji. Bowiem byłoby to głupotą nie mającą nic wspólnego z dziennikarstwem, czy nawet podrzędną publicystyką. Nie, tabloidy to nie dziennikarstwo.

Jakież to niesamowite, że ludzie się postanowili podniecać i latać w wywalonymi jęzorami jak tylko usłyszeli o skradzionych fotkach Jennifer Lawrence i kilkunastu innych osób. Chamskie i wulgarne zachowania zaczęły wypełzać na każdym kroku, gdzie się nie spojrzało, tam wyzwiska i wulgaryzmy lecące w stronę samych poszkodowanych. Jakiż to świat, w którym lżymy z poszkodowanych (choćby i nawet z własnej głupoty), a nie im współczujemy, czy wspieramy. Czytaj dalej