Koszmar wojny jako baśń, czyli o „Labiryncie Fauna”

Guillermo del Toro, człowiek niepokorny. Artysta, wizjoner i przede wszystkim człowiek pełen nieposkromionej pasji i miłości do kina. To widać w jego filmach. Dzisiaj siegne po jego najgłębsze i moim zdaniem najdoskonalsze dzieło jakie stworzył. Piorunujący i wstrząsający dramat fantasy w wojenno psychologicznym sosie. Mam wrażenie, że porywam się z motyką na słońce ze względu, że ciężko opisać uczucia, jakie towarzyszą mi podczas oglądania tej produkcji. Bardzo ciężko. Jest to jeden z tych tytułów, które u mnie zostawiły trwały ślad na duszy i psychice. Będzie sporo o miłości, o uczuciach. Nie zabraknie także przemyśleń własnych. Będzie po prostu tak, jak lubię najbardziej. O miłości mej do kina zaczytujcie się w mych słowach. Gwarantuję, ten tekst jest bardzo osobisty. Zapraszam!

”Labirynt Fauna” był zapowiadany jako baśń, dobrze to pamiętam. Ale pamiętam też, że kategoria wiekowa była wyższa. A więc jak to miało być odebrane? Pamiętam w kinie matki z dziećmi, pamiętam też jak część z nich wybiegało z tymi dziećmi z sali kinowej. Pamiętam też dokładnie jak siedziałem na napisach końcowych, a na całej sali panowała głucha, przejmująca cisza, którą co jakiś czas przerywało smarkanie nosa i pochlipywania. Pamiętam jak wycierałem łzy z własnych policzków. A zapewniam, niewiele seansów pamiętam. Od tego minęło niedawno już 9 lat, a mój odbiór filmu nie zmienil się ani o jotę.

Hiszpania rok 1944, generał Franco sprawuje władzę absolutną. 9 letnia ofelia wraz z ciężarną matką przenosi się z miasta na prowincję do surowego i twardego ojczyma, który jest oficerem w armii Franco. Po przybyciu na miejsce ucieka w świat książek i fantazji, by nie myśleć o otaczającym ją koszmarze wojny.
Któregoś dnia podczas zwiedzania okolicznych zabudowań trafia do labiryntu, a w nim spotyka tajemniczego fauna, który mówi jej, że jest zaginioną księżniczką magicznej krainy. Jednak, aby się przekonać, czy jest nią w 100% musi wykonać trzy tajemnicze zadania.
To naprawdę wąski opis fabuły i zapewniam, że tyle wystarczy, aby nie zdradzać za wiele. Dorzucę jedynie, że fabuła dostarcza także fragment trudnej historii Hiszpanii, czyli wojnę domową między wojskiem, a partyzantką.

Del Toro pod płaszczem baśni potrafił ukryć mnóstwo rzeczy. Głęboka analiza psychologiczna koszmaru, jakim jest wojna dla dzieci jest tutaj jeszcze bardziej dosadna niż w głośnym i równie fascynującym dramacie wojennym Stevena Spierlerga ”Imperium Słońca” z młodziutkich Christianem Balem. Mała Ofelia zdaje się żyć całkowicie niedotykana wojną. Książki są jej życiem i ucieczką ze świata, który przysparza jej tylko cierpienia. Brutalny ojczym, słaba matka, to tak naprawdę tylko ułamek tego, co dziecko przeżywa. Nie zabrakło w tym obrazie także odniesień to filozofii, życia i samego Boga.
Nie sposób odmówić trafnej oceny sytuacji, w jakiej się znajduje Ofelia z matką. Ofelia jest traktowana przez nowego ojca jak rzecz i problem, a jej matka jedynie jako naczynie dla przedłużenie jego rodu. Mimo baśniowej otoczki jest to jeden z najcięższych obrazów wojny, jaki widziałem na ekranie. Kiedykolwiek.

Gdyby odnieść ten film jako baśń i tylko baśń, to… przegrałbym sam ze sobą. Elementy baśniowe, fantastyczne są przepiękne, ale i przerażające. O ile potężna żaba może sprawić ekeft obrzydzenia, to już Szary Człowiek jest jedną z najbardziej przerażających postaci jakie widziałem. Magiczny świat urzeka, ale jednocześnie jest analogią świata realnego. Oba są na skraju zniszczenia, oba toczone są przez problemy. Jeden przez wojnę, a drugi przez grożącą zagładę. To jest coś, co sprawia, że jest to jeden z najbardziej realistycznych filmów jakie widziałem kiedykolwiek.
A największym problemem na koniec staje się zrozumienie, czy magiczny świat był tylko wymysłem przestraszonej dziewczynki i sposobem na ucieczkę, czy był prawdziwy tak jak wojna… Zakończenie rozrywa duszę i nie pozwala o sobie zapomnieć. Stykają się wtedy oba światy i chcemy wierzyć, że wszystko będzie dobrze. To jest siłą filmu, jego magia i prawdziwość, która wymyka się normalnym ramom.

”Labirynt Fauna” jest jednym z najbardziej klimatycznych i mrocznych obrazów z jakim się spotkałem w mojej już wieloletniej miłości do kina. Jest to film z jednej strony pokrzepiający, ale z drugiej strony bardzo brutalny i wyniszczający. Reżyser nie oszczędza obrazów wojny, ale jednocześnie daje nadzieję, że może być lepiej. Bo w końcu na koniec zawsze przychodzi ulga. Zawsze. Całość trwa prawie dwie godziny, co wcale nie jest tak długim czasem, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia przeciążenia emocjami i informacjami. Brak w nim chaosu, braku kontroli, czy dziur. Del Toro był od początku do końca świadom tego, co chce przekazać. I zrobił to po mistrzowsku.

W rolę Ofelii wcieliła się Ivana Baquero, rocznik 1994. Jej postać wymagała mnóstwo oddania, przemiany i samoświadomości. Jest to jedna z najlepszych ról dziecięcych jakie kiedykolwiek oglądałem. Ivana zagrała z pasją, ukazując sój talent w najbardziej naturalny sposób. Rolę kapitana Vidala, ojczyma Ofelii przyjął znany dość Sergi Lopez. Postać przez niego odtwarzana z jednej strony jest zła, brutalna i demoniczna, ale z drugiej strony jest postacią tragiczną. On poszukuje miłości i chce miłość także przekazać dla syna. Nie jest to schematyczny czarny charakter, jednocześnie nie jest na siłę wybielany. Nienawiść rośnie do niego z każdym momentem, aż do ostatniej sceny. Ze śmietanki hiszpańskich aktorów wybija się tutaj oczywiście jeszcze postać konspiratorki Mercedes granej przez świetną Maribel Verdu. Ale cały film byłby niczym bez fenomenalnego Douga Jonesa, który wcielił się w Fauna i mrocznego Szarego Człowieka. Jest to człowiek kameleon na poziomie Andy’ego Serkisa. Jego rola, plus fenomenalna robota charakteryzatorów daje po prostu niezwykłe i magiczne wrażenia.

Za muzykę odpowiada tutaj jeden z moich ukochanych kompozytorów, Javier Navarrete. Stworzył on jeden z najbardziej przejmujących i pięknych sountracków jakie kiedykolwiek miałem okazję słyszeć. I jestem naprawdę niepocieszony, że nie dostał Oscara za swoją pracę. Doprawdy nie miał zbytniej konkurencji. Jego muzyka doskonale uzupełnia genialne zdjęcia autorstwa Guillermo Navarro. Pełne kolorów, stateczności, ale także dynamiki i szarości. Efektywny styl kręcenia jest znakiem rozpoznawczym tego operatora. Spójrzcie na te fenomenalne krajobrazy! Zebrał jak najbardziej zasłużonego Oscara. Charakteryzacja prezentuje się tutaj fenomenalnie, wystarczy popatrzeć na postaci fantastyczne. Wizualizacja jest przepiękna i klimatyczna koniec końców. To kolejny Oscar przyznany. Słusznie. Trzeci Oscar zgarnęła scenografia i nie ma się co dziwić. Od samego laboryntu, po pokój Szarego Człowieka, a skończywszy na magicznym królestwie urzeka niezwykle. Jest przepiękna.

Jeśli ktoś uzna ten tekst za laurkę, to niechaj tak będzie. To jeden z najdoskonalszych, najgłębszych i najbardziej wzruszających filmów, jakie widziałem w swoim życiu. A jak już wiele razy zapewniałem – widziałem naprawdę sporo. Nie ma w tym filmie wad, a jeśli jakieś są, to ja ich nie widzę lub widzieć nie chcę. Na jedno wychodzi tak naprawdę. Całość urzeka genialnym, baśniowym, ale mrocznym niczym z gotyckiego horroru klimatem, fenomenalnym scenariuszem i akrotstwem, oraz cały czas aktualną puentą.
Ale koniec końców stwierdzić muszę jedno: Niech nie przyjdzie rodzicom puszczania małym dzieciom tego filmu. Jest cholernie brutalny (scena miażdżenia twarzy butelką), bardzo ciężki w zrozumienia dla mlodego widza i koniec końców – jest to zwyczajnie film dla dojrzałego i świadomego siebie widza. Werdykt z mojej strony jest tylko jeden: Arcydzieło kompletne, 10/10. Nie ma seansu, na którym bym nie płakał jak dziecko. Ten film jest doskonały i ponadczasowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>