Inne spojrzenie na kino, czyli „Plemię”

Są filmy i filmy, każdy to wie. Ale czasami zdarzy się okazja zobaczyć coś, co wymyka się jakimkolwiek regułom. Nie tylko filmowym, ale też logicznym z punktu widzenia doświadczenia kinematografii, no bo powiedzcie, ile znacie wybitnych filmów ukraińskich? Właśnie. Dosłownie przed momentem zobaczyłem jeden z takich filmów. Filmów, które pozostawiają trwały ślad po sobie. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy film mi się podobał, jednak z całą pewnością stwierdzę, że to jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w ostatnim czasie. Rzadko mnie już cokolwiek szokuje, naprawdę rzadko, tym razem jednak się udało. Zapraszam do lektury.

Na samym początku seansu zostajemy zaskoczeni krótką wiadomością, która mówi mniej więcej: Film został nakręcony w języku migowym, nie jest tłumaczony, oraz nie posiada żadnych napisów i lektora”. Ot psikus, tym większy, że mówi całkowitą prawdę, bez wyjątku. A jednak nie jest to film niemy, aktorzy rozmawiają ze sobą, kłócą, dyskutują, a my doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, o czym bohaterzy mówią, doskonale wiemy, co w danym momencie ma nas dotknąć. To niezwykły, nowatorski i wielce oryginalny pomysł, który będąc swoistym eksperymentem stanie się z całą pewnością filmem kultowym i swoistym kamieniem milowym w tego typu kinie.
Nie chcę zdradzać fabuły zbytnio, bo w przypadku tej produkcji wpływa to na jej odbiór.
Głuchoniemy Grigoriy trafia do szkoły specjalnej i zamieszkuje w przyszkolnym internacie. Bardzo szybko ląduje na celowniku grupy, która trzęsie całą szkołą, tytułowego „Plemienia”. Tytułowa grupa złożona jest z podobnych Grigoriy’emu głuchoniemych uczniów, którzy trudnią się kradzieżami, znęcaniem się nad młodszymi uczniami, a nawet prostytucją koleżanek. Bardzo szybko główny bohater przekonuje się o codzienności życia w internacie i szkole przechodząc przez swoistą inicjację. Z biegiem czasu nasz bohater zyskuje uznanie (choć niekoniecznie na własne życzenie) szefa gangu i pnie się w hierarchii. Zostaje alfonsem i ma pod opieką dwie dziewczyny, a jedna z nich jest również dziewczyną szefa. Zakochuje się w niej, mają swoisty „romans” i przez to mogą się narazić „Plemieniu” i ich kodeksowi.

Więcej nie mogę powiedzieć i niech was nie zwiedzie pozorna prostota fabuły, bowiem tak głębokiej treści dawno nie miałem okazji oglądać. Przemoc jest naturalistyczna i bolesna, seks raczej za kulisami (z wyjątkiem scen głównego bohatera), ale całość nie sprawia wulgarnego wrażenia, a jedynie potęguje naturalizm i wszechobecne poczucie beznadziei (podobne odczucia miałem oglądając „Lewiatana”, acz nie tak intensywne). Obsada jest złożona z głuchoniemych naturszczyków i tym bardziej film staje się dosadniejszy i na swój sposób bliższy. Bardzo szybko podczas seansu do głowy przyszło mi porównanie do „Władców Much”, ze względu na wyraźne zarysowanie funkcji i przywilejów wśród poszczególnych bohaterów, a dorosłych brak, a jeśli już są, to albo wolą się nie wtrącać w to co się dzieje, albo są pasożytami, którzy wykorzystują dzieci. Taka smutna refleksja, że lepiej czerpać przywileje z cierpienia, niż mu zaradzić. I patrząc na współczesny świat bardzo ciężko temu zaprzeczyć.

Obraz jest utrzymany w posępnej i stonowanej kolorystyce (jak i klimacie). Zdjęcia nie sprawiają wrażenia amatorszczyzny, a wykonanie jest wręcz fenomenalne. Koniec końców najważniejszą siłą tego filmu jest obraz i emocje, a nie to, co słyszymy z głośników. Autor zdjęć zasłużył na uznanie, wywiązał się z powierzonego mu zadania znakomicie. Muzyki nie uświadczymy. Jak wspomniałem, najważniejszym środkiem przekazu jest tutaj obraz i emocje, jakie widzimy u bohaterów. Bez tego nie byłoby sensu oglądać tej produkcji.
Wiele scen, nabiera podwójnego znaczenia wraz z ich następstwami, stąd też mój wniosek, ze bez problemu można zrozumieć rozmowy i motywacje bohaterów, nawet jeśli teoretycznie nie mamy pojęcia o czym rozmawiają. Tym razem brak mowy nie jest przeszkodą, a główną zaletą – skupiamy się na tym, co najważniejsze. Nasze zmysły stają się wyczulone i na wzór niepełnosprawnych bardzo szybko się przystosowują do tego pozornego dyskomfortu.

Na początku wspomniałem, że pomimo braku słów nie jest to film niemy. Otóż w kilku recenzjach miałem okazję przeczytać, ze jest to swoisty hołd dla kina niemego. Cóż, większej bzdury dawno nie czytałem. Zwróćcie uwagę, że wszystko wokół bohaterów żyje, mało tego, jest pełne dźwięków. Odgłosy świata, kroków, zwierząt, oraz przede wszystkim odgłosy wydawane przez bohaterów (szarpaniny, jęki, uderzenia). To wszystko składa się na film pełen dźwięku, dźwięku, który jest w każdym filmie, lecz nie na co dzień nie zwracamy na niego uwagi. A więc dźwięk zaprzecza idei filmu niemego, to oczywiste.
Pozornie więc nawet nieobecny (w teorii) dźwięk okazuje się równie ważną i integralną częścią seansu.
Ale koniec gdybania, reżyser w filmie doskonale przedstawił psychikę postaci, ale przede wszystkim upadek moralności na rzecz uprzywilejowania i ucieczki od problemów, bólu. My, ludzie młodzi jesteśmy szczególnie narażeni na zmiany świata i upadek zasad, niewielu z nas obecnie opowiada się za starym i dobrym honorem, a szkoda. Produkcja doskonale pokazuje zmianę i (cofaną) ewolucję wśród młodzieży, jest to szczególnie niepokojące ze względu na to, że konkluzja, którą wyciągnąłem po seansie mrozi mi krew w żyłach. Koniec końców tamten świat, świat przedstawiony przez reżysera nie jest wcale tak bardzo odległy od naszego codziennego świata, a co gorsza, mimo smolistej rzeczywistości i bardzo ponurym klimacie moje wrażenie skupiło się na tym, że każdy z nas przeżył przynajmniej w małej części coś podobnego. Po obu stronach barykady. Jednych z nas gnębiono, a inni byli gnębicielami.

Czy polecam ten film? Tak, ale ludziom o mocnych nerwach, dojrzałym emocjonalnie i przede wszystkim miłośnikom dobrego, życiowego kina, które niesie za sobą bardzo mocne (acz w tym przypadku przygnębiające) przesłanie. Kilka scen w tym filmie może wywołać obrzydzenie, a nawet oburzenie w naszym świątobliwym kraju. Całość trwa, bagatela, 126 minut i stanowi nie lada wyzwanie dla kinomaniaków. Warto spróbować i się przekonać. Długość filmu nie jest jego wadą, dzięki temu wiele scen, które służą ukazaniu codzienności nabierają swoistego rozmachu i prywatności, której ze świecą szukać w innych tego typu produkcjach. To właśnie dlatego odbiór jest tak ciężki i dosadny, utożsamić się z tymi bohaterami – o zgrozo – nie jest trudno.
Bardzo mocne 9 wystawiam, choć nieprędko wrócę do tego filmu. Polecam pod głęboką rozwagę. Aż trudno uwierzyć, że to debiut reżyserski.

Właśnie dlatego kocham kino. Zawsze zaskoczy, nawet jeśli wydaje się, że wszystko się widziało. Czekam na kolejnego kopa i z pewnością będę bacznie się przyglądał temu reżyserowi. Zaiste prawdziwe odkrycie 2014 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>