„Ewolucja planety małp” – przypowieść o zdeprawowaniu świata


Po trzech latach od premiery „Genezy planety małp” do kin wchodzi jej kontynuacja, „Ewolucja planety małp”. I jest lepiej niż oczekiwałem, jest dużo lepiej i znacznie ciekawiej, bowiem pierwsza część nie przypadła mi zbytnio do gustu.

Po wydarzeniach z poprzedniej części wiele się zmieniło, zawarty rozejm nie był trwały. Ludzi zdziesiątkowała epidemia, a inteligentne małpy przestały być mniejszością. Role się odwróciły, widzimy upadek człowieka, oraz wzrost znaczenia małp.  Znany z pierwszej części Cezar założył kolonię małp w pobliskich San Francisco lasach. Pech chciał, ze ludzie wyruszyli w poszukiwaniu nowego źródła energii, starej tamy, która znajduje się na terenie małp, co im się nie podoba. Ludzie potrzebują tej zapory, by przetrwać, lecz małpy nie chcą się zgodzić. I jak to bywa, konflikt zamienia się w krótkim czasie w wojnę. Ludzie, którzy chronili się w ruinach miasta muszą znów walczyć. Tym razem (w końcu!) nie ma podziału na dobrych i złych, to czysta polityka.

Reżyser mocno zaakcentował psychologię i rozbudowaną historię, co sprawia, że film się ogląda z dużym zaciekawieniem i zafascynowaniem. Muszę stwierdzić, że jest to najlepsza część w całej historii małpiego uniwersum, włączając w to oryginalną „Planetę Małp” z 1968 roku. Mimo, ze zawsze lubiłem to uniwersum, powiem nawet, ze obejrzałem każdy film, jaki wyszedł, jedne mi się podobały inne dużo mniej, to ten uważam za wybitnego przedstawiciela serii. I niech tak pozostanie. Film spełnia kilka ważnych warunków dobrego kina: jest ciekawy, wciągający, fabuła nie jest dziurawa, ma dobre przesłanie i końcowo, jest niezwykle realistyczny, nawet jak na jego tematykę.

Obsada aktorska broni się sama sobą, człowiek kameleon, czyli Andy Serkis (niezapomniany Gollum) wcielił się z gracją w Cezara, przywódcę małp, Jason Clarke ze znajomą sobie manierą oddał rozterki swojego bohatera, Malcolma, który bądź, co bądź, jest przyjazny małpom, no i Gary Oldman, w typowym dla siebie stylu. Wpadł na plan, pojawia sie w filmie na paręnaście minut i kradnie show. Przyzwyczaiłem się już do tego. Aktorstwo to na szczęście nie jedyna mocna strona opisywanej produkcji. Nejlepiej spisali się oczywiście graficy, małpy są różnorodne i bez problemu da się je rozróżnić, a co najważniejsze – są naturalne i biegle władają angielskim oczywiście…
Nie od dziś wiadomo, że Michael Seresin ma niezwykły talent do kręcenia zdjęć („Prochy Angeli” czy „Ptasiek” to arcydzieła), więc i tutaj nie zawiódł. Dynamika i nie siada ani na chwilkę, a doskonałe zdjęcia w ruinach miasta to mini perełki, nie wspominając już leśnych plenerach. Muzyka to oddzielna strona do opisu, aczkolwiek tyle nikomu nie będzie się chciało czytać. Michael Giaccino (Oscar za muzykę do animacji „Odlot”) i tym razem mnie nie zawiódł, napisał dynamiczną muzykę, choć nie pożałował też lekkich kompozycji, choć szczególną uwagę zwraca motyw przewodni, który mamy okazję usłyszeć kilka razy podczas seansu. Nic, tylko pójść i kupić krążek, do piractwa namawiał nie będę.

Słabe strony na koniec oczywiście. W zasadzie ciężko mi się do czegoś przyczepić, może do małej niedbałości twórców co do planów, czasem też wyraźnie widać blue/green box. Ale to minusy żadne.
Ja ze swojej strony mogę gorąco polecić i zachęcić do obejrzenia filmu, co więcej, mogą go obejrzeć ludzie, którzy nie znają poprzedniej części, gdyż na początku seansu dostajemy streszczenie wydarzeń z „Genezy…”. Mocna pozycja w tegorocznym kinie rozrywkowym. Wspaniale nakręcony, doskonale napisany i zagrany film science-fiction.

[youtube_sc url="https://www.youtube.com/watch?v=HQZuLo80sFQ"]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>