Lana Del Rey – „Ultraviolence”

Jak wcześniej wspominałem, nie jest to blog przeznaczony TYLKO dla kina. Dla muzyki jednakże odpowiedni moment dopiero znalazłem. Jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów (co prawda ujrzeć ma światło dzienne 17 czerwca, ale przemilczę – i tak kupię) w końcu ujrzał światło dzienne. Chwała niechaj będzie!
Początkowo zastanawiałem się, jaką formę przybierze sama recenzja i jak ją napiszę. Ostatecznie zatrzymałem się na takiej formie, jak poniżej będziecie mieli okazję przeczytać, rozczłonkowywanie na czynniki pierwsze. Czy mi się album podobał? Czy jest tak dobry jak „Born to Die”? Przeczytajcie sami.
Muszę powiedzieć, że Lizzy nie zawiodła i tym razem dając pełnokrwisty album. Ale w tym roku miała (i ma) potężną konkurencję…
Zapraszam do czytania. :)
Czytaj dalej

TOP 10, część III – thriller (część I)

Dziś chciałbym krótko przedstawić wam moje kolejne TOP10. Lecz po spojrzeniu na listę znów doszło do mnie, ze jestem człowiekiem mocno niezdecydowanym. Wiec z jednej listy powstały dwie. Drugą pozostawiam na późniejszy termin. Pierwsza lista nie będzie wybitnie oryginalna, choć znalazło się na niej kilka smaczków, które prawdopodobnie jednak każdy z was będzie znać.Ciężko wymyślić/napisać taką listę bez uciekania się do drobnych uproszczeń. Gdy przykładowo na filmweb zaznaczyłem gatunek thriller, otrzymałem zbiór dziwactw, które nieraz do thrillera nie mają nic, a nic. Wiec dałem sobie spokój. Całość zdominował David Fincher, aczkolwiek zmieni się to w drugiej części TOP. Podliczyłem sobie z ciekawości i wszystkie filmy łącznie zdobyły 16 Oscarów, jednakoż jeśli być ścisłym, z poniższej 10 tylko połowa ma na koncie owe nagrody. A więc 16 Oscarów na 5 filmów. Nie jest źle. Nie mówiąc już o nominacjach. Czytaj dalej